„Lion. Droga do domu” to film jak sama nazwa wskazuje – o pewniej podróży. Podróży bardzo emocjonującej i niezwykłej, a najbardziej niezwykłe w tej historii jest to, że  wydarzyła się ona na prawdę.  „Lion” jest adaptacją autobiograficznej książki pt. „Daleko od domu” autorstwa Saroo Brierleya czyli naszego głównego bohatera.
To opowieść o pewnym małym hinduskim chłopcu (w tej roli Sunny Pawar jako młody Saroo) wychowującym się wraz ze starszym baratem i siostrą. Całe rodzeństwo wraz z matką żyją w dość ciężkich warunkach w bardzo biednej dzielnicy. Dwaj bracia od samego początku sprawiają wrażenie nierozłącznych, obaj pomagają w zdobywaniu pożywienia lub pieniędzy choć nie ma co ukrywać, to mały Sunny Pawar kradnie serca każdego. Zastanawia mnie to jak  reżyser Garth Davis  nakłonił tego malucha do zagrania w sposób tak autentyczny, że niektóre sceny z jego udziałem chwytają za gardło i doprowadzają do wielu wzruszeń.

Czy to opowieść o życiu w biedzie i stawianiu czoła przeciwnościom losu? Po części tak, los naszego małego bohatera jest bardzo przewrotny, a do tego największego przewrotu dochodzi w momencie kiedy czekając na brata zasypia na dworcowej ławce. Kiedy budzi się w środku nocy spostrzega, że jest sam, wsiada do podstawionego pociągu w celu odnalezienia brata. W tym momencie pociąg rusza wraz z chłopcem, który jeszcze nie wie o tym, że za kilka dni  jego życie odmieni się na zawsze , że wysiądzie w wielkim, kilkumilionowym mieście jakim jest Kalkuta.
Przepiękne zdjęcia bardzo emocjonująco przedstawiają poszukiwania mamy i brata przez małego Saroo, kiedy to w wielkim tłumie zaczepia ludzi niewyraźnie – jak na małego chłopca przystało – wykrzykuje nazwę swojej miejscowości. Ignorowany przez wszystkich wokół w końcu trafia na niebezpiecznie ulice Kalkuty, które jak wiadomo niosą ze sobą olbrzymie zagrożenie. Największy problem chłopca polega na tym, że  nie potrafi konkretnie wytłumaczyć kim jest , jak się nazywa oraz skąd pochodzi, polega tylko i wyłącznie na własnej intuicji która nie raz ratuje go z poważnych tarapatów.

Życie jest zaskakujące, los bywa nieobliczalny i nie oszczędza nikogo z nas, lecz czasami zza chmur wychodzi słońce które odmienia bieg nieszczęsnych wydarzeń. Tak się dzieje również w wypadku naszego bohatera który trafia do rodziny adopcyjnej z Australii która postanawia się nim zaopiekować. W filmie  przenosimy się o 20 lat do przodu , Saroo jest już dorosłym 25 letnim wykształconym i inteligentnym mężczyzną mieszkającym w zamożnej rodzinie z rodzicami (Nicole Kidman i David Wenham) oraz również adoptowanym bratem Mantoshem (Divian Ladwa), który swoją osobą doskonale obrazuje to, jak bardzo życie na ulicy może zniszczyć psychikę dziecka.

W tej części może być ukryty spojler
Wszystko mogłoby wydawać się idealne, jako widzowie mamy poczucie że chłopiec trafił do idealnej rodziny, mama, tata, dom w dobrej dzielnicy, studia, dziewczyna i mnóstwo perspektyw. W moich myślach posunęłam się nawet do tego, że przez moment stwierdziłam, że dobrze potoczyło się jego życie, że to lepsze niż tkwić w biedzie w dzielnicach Indii i trudnić się noszeniem kamieni czy też kradzieżą owoców z targu. Mam wrażenie, że nie jednokrotnie też pomyśleliście o tym oglądając film. Zapomnieliśmy tylko o tym, że ten mały chłopiec znalazł się tam mimowolnie, że nie uciekł tylko się zagubił, że chciał wrócić, bo opuścił swoją rodzinę, rodzinę za którą bardzo tęsknił a co najważniejsze – kochał.
W dorosłym już Saroo (Dev Patel) zaczynają dojrzewać wspomnienia, pragnie dowiedzenia się o tym skąd tak na prawdę pochodzi, oraz co się stało z jego prawdziwa rodziną. Postanawia iść za tym co czuje i powinien zrobić, czyli odnaleźć swój prawdziwy dom.

Mam wrażenie, że cały scenariusz i reżyseria dążyły do tego, by stworzyć coś na miano Oscarowego „Slumdog Millionaire”, wszakże Garth Davis to reżyser z niewielkim dorobkiem artystycznym, ale za to wielkimi ambicjami. Troszkę coś poszło nie tak, przynajmniej nie do końca w tym kierunku. Wielu krytyków narzeka na za małą ilość rozterek Saroo w dorosłym życiu, choć film jest dosyć długi, bo to 2 godziny seansu, nie zobaczymy w nim nadmiernej walki bohatera z własnym wnętrzem. Mnie to akurat cieszy, sama  fabuła wciągnęła mnie tak bardzo , że nie mogłam doczekać się finału tej podróży. Nie chciałam też oglądać obrazu smutnego chłopca i równie smutnego tego samego dorosłego człowieka który bije się z myślami i wspomnieniami. Scenarzyści w moim przekonaniu idealnie przedstawili tęsknotę za jego rodzinnym domem poprzez wszelkiego rodzaju piękne ujęcia z lotu ptaka, muzykę oraz zdjęcia grające rolę retrospekcji pojawiających się w umyśle Saroo.

Jedyne czego mi zabrakło w tej ekranizacji to bardziej rozbudowanej postaci rodziców, a konkretnie Nicole Kidman. Powraca ona na duży ekran w bardzo dobrej aktorskiej odsłonie, gra równie świetnie, bardzo przejmująco, żałuję, że nie rozwinięto bardziej jej wątku jako matki adopcyjnej, bo choć na nominację do złotej statuetki za postać drugoplanową wystarczyło,  ja osobiście czuję niedosyt , nawet na Oscara.
Dev Patel to nikt inny jak Jamal K. Malik ze wspomnianego wcześniej filmu „Slumdog Millionaire”, aktor bardzo dobry, jednakże jeszcze nie doskonały, dziś na ekranie możemy obserwować go jako dorosłego i przystojnego mężczyznę. Ta rola w moim przekonaniu była zbyt złożona dla jeszcze debiutującego aktora. Myślę, że jeszcze nie raz zaskoczy nas swoją grą na ekranie, co prawda „Lion” na pewno nie jest wzbiciem się na wyżyny jego aktorstwa, ale czuję że jest na dobrej drodze.

„Lion. Droga do domu” to na pewno  film dla widza który pragnie emocji i wzruszeń , bo tych jest nie mało. Choć nie oceniłam go na maksymalną ilość punktów, uważam że to kawałek dobrego kina, a co najważniejsze, kawał dobrej historii z którą warto się zapoznać choćby zważając na fakt, że jest prawdziwa. To opowieść o życiu i o tym jak bardzo potrafi nas zaskakiwać. „Lion” – właśnie,  dlaczego taki jest tytuł filmu?  Tego na pewno Wam nie zdradzę. Wszystkiego dowiecie się podczas seansu. Bardzo polecam!

Lion. Droga do domu
Fabuła
Gra aktorska
Zdjęcia
Scenografia
Muzyka
3.5Dobry
Ocena czytelników: (1 Głosuj)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.