Och, La La Land!

Nie będę owijała w bawełnę i już w pierwszym zdaniu napiszę, że La La Land  ma w sobie to „coś”  co powinien mieć oscarowy film. Nie przesadzam. Już od pierwszej sceny możemy zauważyć że mamy do czynienia z kawałem dobrej roboty i to pod wieloma względami. Ameryka – kraj możliwości do którego się podróżuje by spełnić swoje sny, słoneczna pogoda, błękitne niebo, piękni ludzie, przyjazne przedmieście i gigantyczny korek, coś musi być nie tak, aby nie było zbyt idealnie. A jednak, tłum wydawałoby się rozwścieczonych kierowców po chwili wysiada z samochodów by odtańczyć i odśpiewać pieśń ku radości życia i słonecznego dnia. Przepiekne długie ujęcie, choreografia, piruety, multum kolorowych strojów, radosna muzyka, a wśród tego wszystkiego dwójka naszych bohaterów – Mia i Sebastian czyli nikt inny jak wszystkim dobrze znani Emma Stone i Ryan Gosling. Kto nie chciałby utknąć w takim korku?

Ona – niespełniona aktorka z wielkimi ambicjami, poszukująca wrażeń baristka pracująca w miejskiej kawiarni, każdego dnia podejmuje walkę o spełnienie swoich marzeń i odegraniu roli w którymkolwiek z filmów do których brała udział w przesłuchaniach. On – muzyk jazzowy, pasjonat i tradycjonalista, pewny swoich umiejętności, zakochany w grze na fortepianie i pragnący otworzenia własnego klubu na jego warunkach. Niestety, oboje bez grosza przy duszy.  Dwójka marzycieli , którzy z początku nie czują do siebie mięty, ale ich romans jest niemalże namacalny, to wisi w powietrzu.

Och, Damien Chazelle!  Jakie to niesprawiedliwe!  Być takim młodym i uzdolnionym reżyserem i scenarzystą! Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka 😉
Otóż Chazelle wraca po 2 latach od genialnego „Whiplash” by znów próbować sięgnąć po Oscarową statuetkę. W obu filmach czuć jego zamiłowanie do muzyki, jazzu i swingu, przemyca te dwa gatunki idealnie.  Uwaga!  Po seansie można pokochać tę muzykę, tak się stało w przypadku naszej bohaterki, a jeśli kochacie ją od dawna tak jak ja, to możecie się nieźle uzależnić, i oczywiście tak się stało w moim przypadku.  True story . Płyta z soundtrackiem do „La La Land” na pewno dołączy do mojej kolekcji. Reżyser tego filmu chciał nie tylko zapoznać nas ze swoimi muzycznymi upodobaniami, jedną z ukrytych wiadomości w filmie jest ta, że melodramaty czy też musicale to gatunek na wymarciu. Aby zmienić postrzeganie tego gatunku, twórcy muszą go rozwijać i unowocześniać. Przykładem jest właśnie stworzenie tej produkcji która ma nam udowodnić, że to wciąż atrakcyjne i piękne kino. Scena rozmowy Seb’a z przyjacielem (John Legend) ma na celu nam uświadomić fakt, iż współczesne czasy wymagają więcej i nie można być takim zatwardziałym tradycjonalistą gdy chce się żyć z pasji i artystycznego życia bo niewielu w dzisiejszych czasach będzie umiało to docenić. To bardzo ważna i dająca do myślenia scena. Muszę zgodzić się z tymi twierdzeniami. Mówiąc o „La La Land” znajomym, lub proponując wyjście do kina, większość kręciła nosem twierdząc że musicale to dziś przeżytek. Mam nadzieję że obejrzą ten film i zmienią zdanie. To obraz przedstawiający musical dziś. Grzechem by było nie docenić wspaniałej gry aktorskiej Emmy Stone i Ryana Goslinga. To musiało być piekielnie trudne, grać, śpiewać, tańczyć i w tym wszystkim jeszcze dobrze wyglądać. Genialne widowisko.

W filmie znajdziemy sceny przypominające zaczarowane kino lat ’50 przeplecione z kinem współczesnym.  Połączenie filmowej baśni z naszą brutalną wręcz rzeczywistością , kiedy to odpływając w głąb marzeń podczas wyśnionego spotkania z przystojnym nieznajomym, romantyczny pierwszy pocałunek przerywa nam dzwoniący telefon. Co za niezręczna sytuacja! A jakże prawdziwa, w dzisiejszym świecie smartphonów, tabletów i innych wynalazków. Mam wrażenie, że do takich chwil dochodzi coraz rzadziej wśród młodych ludzi bo technika pochłonie ich zanim dojdzie do czułego pożegnania.

 „La La Land” to film po którym się głęboko wzdycha.  Film pełen klasy i fantazji do którego chce się wrócić zaraz po opuszczeniu sali kinowej. Film który znów pobudza nas do snucia marzeń, planów i napędza do ich spełniania. Każdemu z Was tego życzę, ich spełnienia i tego westchnięcia po seansie. Ach, jak miło by było  potańczyć wśród gwiazd…  Uwielbiam to poczucie kiedy po wyjściu z kina człowiek czuje, że przeżył niesamowitą podróż do świata baśni, zobaczył coś, co się na co dzień nie zdarza, bo przecież nie zdarza nam się codziennie oglądać zsynchronizowanych tańczących i śpiewających w parku zakochanych par, to poczucie kiedy wiemy, że zobaczyliśmy na prawdę wyjątkowy film.

Czy to kino przeznaczone jest tylko dla niepoprawnych romantyków? Otóż mogłoby się tak wydawać, choć co prawda, miłość to wielkie bijące serce tej opowieści nie można zapominać, że to również  opowieść o prawdziwym życiu , o marzeniach, o dążeniu do ich spełnienia i konsekwencjach jakie ze sobą niosą. Oczywiście nie zdradzę Wam czy ta historia zakończy się happy endem, spełnieniem wielkich marzeń bohaterów i czy rzeczywistość będzie dla nich łaskawa. Warto się tego dowiedzieć oglądając ten film. Jeszcze macie okazję zobaczyć go w kinie i namawiam abyście udali się do niego bezzwłocznie, duży ekran i dobry dźwięk przy tak spektakularnym widowisku jest niezastąpiony.

La La Land - droga do spełnienia marzeń
Fabuła
Gra aktorska
Zdjęcia
Kostium
Scenografia
Muzyka
4.7Rewelacja
Ocena czytelników: (3 Votes)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.