„We are all connected”, to główny slogan pochodzący z filmu „Collateral Beauty” (tłum. Ukryte Piękno). Ten niezwykle prawdziwy w moim poczuciu slogan, mówi o tym, że nas ludzi łączy więcej niż przypuszczamy i nie mówię tu o wspólnej pracy, wspólnym aucie, kredycie czy wspólnej pasji. Mam na myśli  nasze wspólne uczucia i emocje  które przeżywamy bardzo często oddzielnie i w samotności nie mając pojęcia że ktoś obok mógł mieć te same doświadczenia co my. Nie musimy się nawet znać. Tak przeważnie jest gdy cierpimy, każdy kto przeżył tragedię odczuwa bardzo często samotność i szuka wyjątkowości w swoim cierpieniu zaczynając je co najgorsze – pielęgnować. Identycznie się dzieje w przypadku głównej postaci tej opowieści.

Howard (w tej roli Will Smith), jest jednym ze współzałożycieli bardzo prestiżowej i rozchwytywanej agencji reklamowej odnoszącej sukcesy. Główną filozofią firmy przy opracowywaniu produktów jest odnoszenie się do trzech ważnych i znanych każdemu pojęć:  Miłości- najbardziej pożądanej i poszukiwanej przez człowieka, Czasu, którego każdy chciałby mieć zawsze więcej oraz Śmierci – jest nieunikniona i nie ma na nią ratunku.  Pierwsza scena filmu pokazuje nam Howarda jako człowieka spełnionego i szczęśliwego który w swojej przemowie chwali pracowników, mamy wrażenie że stoi przed nami szef ideał który zawsze poprowadzi nas do zwycięstwa.

Na tym koniec. Zapada ciemna kurtyna i nowa scena mająca miejsce 3 lata później.
Howard nie jest już tym samym pogodnym człowiekiem. Sprawia wrażenie obojętnego, zrezygnowanego i bardzo zamkniętego w środku. Bez żadnej emocji przewraca wielką instalację domina którą mozolnie układał wiele długich dni. To bardzo dobra, symboliczna i wyrazista scena, ale o tym później. Chwilę po zburzeniu konstrukcji dowiadujemy się że  Howard przechodzi osobistą tragedię  a mianowicie śmierć ukochanej córki. Co najgorsze, Howard postanawia pielęgnować swoje cierpienie i nie dopuszczać nikogo do swojego świata. Odcina się od przyjaciół, pracy, wszelkich stosunków międzyludzkich a także od żony, czego dowiadujemy się w późniejszych scenach. Nie mogąc znieść tego jak się męczy, oraz jak zaniedbuje swoje obowiązki firmowe przyjaciele i jednocześnie wspólnicy Howarda (w tej roli: Edward Norton, Kate Winslet, Michael Pena), wpadają na  genialny plan  który ma na celu przywrócić go do normalności. Okazuje się, że bohater zaczyna pisać listy i codziennie podrzuca je do skrzynki. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że listy nie są adresowane do ludzi tylko do wyżej wymienionych pojęć: Miłości, Czasu i Śmierci.  Coś, co kierowało niegdyś życiem Howarda stało się źródłem jego bólu , dlatego też zafundowana przez jego przyjaciół terapia szokowa ma mu w tym pomóc. Plan jest niecodzienny i szalony. Otóż Howardowi przyjdzie się zmierzyć z tym źródłem „twarzą w twarz” i to dosłownie…

To w takim małym skrócie opisany początek tej historii. Przyznam że poczytałam sporo wypowiedzi krytyków na temat tego filmu i chyba z żadną nie jestem w stanie się zgodzić. Niektórzy nie pozostawiali na nim suchej nitki uważając iż reżyser David Frankel stworzył denną opowieść wigilijną.  Co za bzdury!  Ok, jeśli chcecie szukać drugiego dna lub wysublimowanych i nieprzeciętnych ujęć to na próżno Wam szukać w tym filmie. Jeśli jednak chcecie poznać dobrą historię i zderzyć się z prawdziwymi, nieprzereklamowanymi emocjami to dobrze trafiliście. „Collateral Beauty” to bardzo prostolinijna, nienaciągana niczym historia o ludzkim cierpieniu, przyjaźni, drodze ku pokrzepieniu. Genialnie dobrana obsada aktorska. W ich grze nie ma przekombinowania więc też nie ma co się doszukiwać wielozłożeniowych portretów psychologicznych postaci. Moim zdaniem,  nikt nie potrafi tak odegrać cierpienia jak Will Smith , wystarczy sięgnąć wstecz by przypomnieć sobie role które ukształtowały go w tym i określiły jako mistrza w tej dziedzinie, chociażby w „The Pursuit of Happiness” lub „Seven Pounds”. To film łamiący serca, łamiący szczególnie tym, którzy stracili w swoim życiu dziecko lub kogoś bliskiego co sprawiło że nie wiedzieli jak z taką zadrą w sercu żyć dalej. To film opowiadający o tym, że tuż obok jest ktoś kto równie cierpi i że można temu cierpieniu sprostać jeśli tylko trochę się postaramy. To wszystko brzmi jak jeden wielki film o smutku, wiem, ale oglądając go znajdziecie też kilka zabawnych scen i pośmiejecie z dialogów w szczególności w scenach z Helen Millen odgrywającą w filmie rolę niespełnionej aktorki a po trochu diwy która twierdzi że byłaby w stanie zagrać wszystko.

 Przez całą historię pojawia się motyw układania domina.  Już od samiutkiego początku filmu czyli od intra, moim zdaniem genialnie przedstawionego, lekkiego, czystego po sceny gdy główny bohater układa je w biurze. W późniejszych scenach filmu widzimy jak Howard układa domino z córką co może tłumaczyć dlaczego w pierwszej scenie rozwala to co tak długo budował. W moim odczuciu motyw domina to coś więcej niż wspomnienie zabawy ze zmarłym dzieckiem,  to ukryta symbolika.  Symbolika powstawania dzieła, pracy, skupienia, poświęcenia czasu nad powstaniem czegoś pięknego. To symbolika przemijalności, błędów, szybkiej utraty czegoś co nas pochłaniało. Myślę że twórcy znaleźli dobrą metodę zaklęcia miłości, czasu i śmierci w plastikowych klockach.

Ostatnie sceny filmu zbiją troszkę widza z tropu i nadają historii mistycyzmu. Słyszałam wiele negatywnych opinii, że zrobiono to zupełnie niepotrzebnie, ja natomiast dostrzegam dzięki temu jeszcze coś więcej.  Pięknie przemycony watek.  Tu może być ukryty spoiler dlatego też rozwińcie go w przypadku gdy już jesteście po seansie. Jeśli nie, wróćcie tu, przeczytajcie i dajcie znać co o tym myślicie.

UKRYTY MISTYCYZM
Scenarzyści bardzo sprytnie przemycili postać trójki aniołów, czyli aktorów którzy odgrywali rolę Miłości, Czasu i Śmierci. W scenie kiedy Amy (Keira Knightley) przychodzi na casting do firmy reklamowej, zaczepia Whit’a (Edward Norton) przekonuje go, że jej slogan reklamowy jest lepszy. On na to przystaje po czym Amy ucieka. Zaintrygowany Whit biegnie za nią aż do teatru w którym poznaje współpracowników dziewczyny – aktorów: Brigitte i Raffiego (Helen Mirren oraz Jacob’a Latimore). White zachwycony ich grą aktorską od razu proponuje współpracę i odchodzi. Wtedy oto Brigitte zwraca się do Amy słowami „Good Job”. W kolejnej scenie widzimy już całą trójkę przyjaciół Howarda którzy proszą domniemanych aktorów o pomoc w przywróceniu ich kolegi i współpracownika do codziennego życia. Dzielą się na trzy grupy, każdy z przyjaciół współpracuje z osobnym aktorem aniołem. Wtedy poznajemy historie życia każdego z nich. Według mojej opinii bardzo fajnie wprowadzony został motyw aniołów, okazuje się że każdy z bohaterów opowieści zmaga się z problemem i każdy potrzebuje swojego stróża. Edward Norton nie przypadkowo został sprowadzony do starego teatru co zostało podkreślone zwrotem Hellen do drugiego anioła „dobra robota”. Tak miało się stać. Mało tego, przyprowadza on tam swoich przyjaciół którzy też potrzebują większej czy mniejszej pomocy. Nie bez powodu anioł miłości czuwa nad Whitem który walczy o miłość córki, anioł czasu podtrzymuje na duchu Claire która marzyła o własnej rodzinie, a duch śmierci trzyma się blisko Simona który okazuje się być śmiertelnie chory. To wszystko miało ukryte znaczenie. W scenie na moście dopiero jest szansa to wychwycić, kiedy to Howard obraca się i widzi duchy które po chwili znikają. Można to różnie odebrać lecz ostatnia scena nie kryje już żadnych wątpliwości, kiedy to anioł śmierci przychodzi po córkę Howarda. Na prawdę świetnie przemycony wątek duchowy.

„Collateral Beauty” jest poruszającym filmem w którym każda postać odkrywa się w jakimś stopniu przed widzem, dzięki temu jesteśmy w stanie rozpoznać w niej cząstkę siebie. Widać że od początku to było główne zamierzenie scenarzystów, ale właśnie to sprawia, że główny slogan filmu nabiera sensu.  „We are all connected”  – wszyscy jesteśmy połączeni i tylko od nas zależy czy w swoim życiu dostrzegamy momenty i w nich ukryte piękno.

BONUS! Najbardziej poszukiwany utwór przy którym Howard rozwala konstrukcję domina.

Co nas łączy? Ukryte piękno / Collateral Beauty
Fabuła
Gra aktorska
Zdjęcia
Scenografia
Muzyka
3.7Bardzo dobry
Ocena czytelników: (1 Głosuj)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.